XV Ekiden – sztafeta (suma 42,195 km)

18 Maj 2019

Biegowe, Starty

Harmonogram napięty, przygotowania do startu A ruszyły już pełną parą, ale jakoś nie mogłem sobie odmówić wystartowania w „zakładowym” biegu sztafetowym, zwłaszcza, że to nie moja inicjatywa, więc tym bardziej z przyjemnością włączyłem się. Ekiden dla przypomnienia niewiedzącym, to maraton (42 km z hakiem) podzielony na 7,195/10/10/5/5/5 km na sześciu startujących. Kiedyś już to robiłem, w 2014 i 2015 roku. Mi tam było wszystko jedno co mam tam pobiec, może być 10 km i tak muszę dołożyć „domiar” do 20 km bo trener zaordynował 4 km E + rozgrzewka + Ekiden w drugim zakresie na 90% możliwości + 6 km schłodzenie. No… i jakoś da się wpasować.
Startujemy o 9.00, na dwie godziny przed startem oberwanie chmury, a potem leje, leje, leje…(skąd ja to znam). Koło ósmej dzwoni mamusia i pyta poważnie, czy zawody będą odwołane ? Heee…he… tia…. lecimy. Ciepło ubrani, uzbrojeni w parasole spotykamy się chwilę tuż przed startem (formalności, ogarnia kapitan drużyny), Ci z ostatnich zmian docierają lekko później. Ruszamy punktualnie.

Szczęśliwa drużyna T2S w komplecie już po.

START:
7,195 km – Kamil – z kontuzją kolana (tak, tak…chyba przeciążeniowe od za dużej aktywności), ale w młodości siła, więc poszeeedł jak „dzik w kartoflisko”, kuśtykając, w ulewie, z uśmiechem na twarzy robi swoje; Czas 0:36:00

Kamil – pierwsza zmiana

10 km – Michał – kapitan, namówił nas i ogarnął wszystko, jemu też pogoda nie sprzyjała, wrócił oczywiście cały mokry, ale tyle ile deklarował tyle pobiegł – jak zegarmistrz wycyrklował; Czas 0:49:56

Michał – drugi w deszczu

10 km – Tomek (ja) – po rozgrzewce już byłem cały mokry, no i drugi zakres poszedł pod pełną kontrolą…, a po trzech ulewnych rundach dowiozłem słońce i deszcz przestał padać; Czas 0:40:30

Trzeci – końcówka złej pogody

5 km – Dorota – debiut i to jaki udany, ale to zapewne sprawka perfekcyjnych przygotowań (nawet wcześniej trasę obiegała), ale jakoś to mnie nie dziwi; no i życióweczka – brawo Ty; Czas 0:32:38

Dorota – czwarta zmina

5 km – Kasia – niby miało być bez formy, niby „się nie znam”, a pocisnęła naprawdę mocno, ach… gdyby nie to za mocno grzejące słońce to by mogło być jeszcze mocniej… będzie za rok; Czas 0:26:41

Kasia – przedostania zmiana

5 km – Bartosz – z komplikacjami przedstartowymi, ale nie zawiódł drużyny, zresztą jak zawsze, no i wynik niczego sobie, a straszył jakimś to niby kryzysem… tia… ale na mecie widać było, że dał z siebie wszystko; Czas 0:24:52

Bartosz – ostatnie okrążenie

Całość przebiegliśmy w 3:30:38, co wydaje się całkiem niezłym wynikiem, bo wstępnie nastawialiśmy się, że złamanie 4h będzie sukcesem. Była to fanie spędzona sobota, nie istotne, że padało (momentami lało), zmokliśmy, ubłociliśmy się i trochę zmęczyliśmy.
Dzięki koleżanki i koledzy, bo nie samymi Ironeman’ami człowiek żyje, wiec jakbyście potrzebowali kogoś do sztafety to chyba dacie radę znaleźć jakiś dystans. PS. Jestem z Was dumny !!! Brawo WY !!!

Poczuliśmy się jak zespół, zresztą dzień jak co dzień

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: