IRONMAN 70.3 St.Pölten 2018 – jeszcze nie teraz…

28 Maj 2018

Starty, Triathlon

Zawody w St.Polten są świetne, i mimo, że w tym roku ich nie planowałem, to „popsute kolano” napisało inny scenariusz. O samej imprezie można by pisać „achy i ochy”, mam wrażenie, że każdego roku jest tylko poprawiana i ulepszana, jak to dobrze wyglądało można sobie poczytać w wpisach z przednich lat: 2016, 2017. W tym roku znowu zmieniono na plus kilka rzeczy: wróciła stara szybka strefa zmian na boisku bocznym, zafundowano zawodnikom start do wody jak PRO’som (skok z pomostu na główkę), poprawiono i ulepszono wyjścia z jezior, itd. Naprawdę tu czujesz się jak w Lidze Mistrzów.

Kultowa ciężarówka… ja i Karol

Przed:
Jak się startuje trzeci raz w tym samym miejscu, logistyka jest banalna i czujesz się jak w domu. Wraz z synem (wsparcie) docieramy na dwa dni przed, tak aby spokojnie wszystko ogarnąć. Pogoda na dzień startu zapowiada się bardzo doba, nawet za dobra (będzie gorąco).

Te jeziora są świetne, czyste, ciepłe i świetnie oznakowane

START:
Teoretycznie jestem wypoczęty. Poranek to standardowe procedury przedstartowe, śniadanie odpowiednio „duże” i odpowiednie wcześniej, krzątanie się po strefie zmian i ogarnianie roweru, worków z rzeczami, rozgrzewka i inne drobiazgi, które się w moim przypadku sprawdzają. Jest 6.30 i już jest ciepło, bardzo ciepło.

Pierwsze jezioro zaliczone, teraz dobieg do drugiego i 800m znowu pływania.

Pływanie (1,9 km+ 250 biegania miedzy jeziorami)
Nowość – wskakiwanie do wody z pomostu (przyznaję się nie ćwiczyłem, a z Powidza pamiętam, że wtedy zgubiłem okularki). Ale tym razem poszło super, okularki docisnąłem, od góry przycisnąłem czepkiem – to był dobry start (notabene, większość ironmanów wskakiwało na tzw. „bombę”). Płynąłem dynamicznie, w miarę mocno (jak na mnie). Oba jeziora w równym tempie, a na dobiegu się nie obijałem.  No i wyszło całkiem przyzwoicie 0:35:39 (to czas obu jezior z dobiegiem), czyli lepiej niż rok wcześniej. Czyli da się utrzymać formę w pływaniu, a nawet popłynąć lepiej.

Strefa zmian T1 (zmiana pływanie-rower)
Strefa ze stadionu (gdzie był dłuższy dobieg), wróciła na boisko pomocnicze i to super decyzja. Mniej biegania, lepsza logistyka. I zmiana w moim wykonaniu, tez bardziej dynamiczna. Po 20-30 metrach po wyjściu z wody miałem już piankę zdjętą z góry, w strefie szybko wyskoczyłem z dołu – do tej pory jakoś bałem się, że mi się porwie, ale tym razem postanowiłem przetestować jej wytrzymałość i wyszło super. Ale jest jeszcze co urywać.

Rower – ciężko idzie, ale „coś tam” walczę.

Rower (90 km)
Trasa minimalnie znowu wraca do tej z roku 2016 (po drobnych korektach). Podjazdy identyczne, wiec nie ma co rozważać, atrakcje turystyczne również te same. Ale w tym roku, zamiast ulewy mamy upały, mimo, że rano temperatura już ponad 20 stopni rośnie. Po Płocku znacznie poprawiam wskakiwanie na rower i zakładanie butów, po blisko 500m jestem gotów do mocnego kręcenia. Zaraz zaraz…początek tak nie „pałuję”, muszę się rozkręcić, ale po wjechaniu na autostradę S33, zaczynam nadrabiać, wyprzedzać i trzymać swoje ambitne założona. Tyle, że jakoś mi nie idzie, nie czuję jeszcze się jakoś mocno, nogi nie „podają”, a i organizm jakiś „zrypany”. Zaczyna się pierwszy podjazd, krótki, ma być jakieś 8’, to przecież nic innego jak treningowy prosty interwał, zaczynam się rozkręcać, ale idzie to słabo, nie jest lekko, i… defekt roweru. Ogarniam po prawie 8’ przymusowej przerwie na jazdę, nigdy wcześniej nie miałem gumy, a już podwójnej… (swoją drogą zmieniłem pojemnik przed startem na taki aero XLAB’a za bidonem i dzięki temu miałem dosłownie wszystko co potrzeba do naprawy, ale fart). Ale dalej nie jest lepiej, widziałem jednym okiem, ile osób mnie wyprzedziło (motywacja siadła), nie bardzo widziałem szansę aby rzucić się w nadrabianie przy mojej dyspozycji, do tego dalej jakoś nie szło. Nogi drewniane, wszystko mi sprawiało mega wysiłek, na szczęście dużo jadłem i piłem, ale dziś to ja tu nie poszaleję. Dowiozłem się…katastrofa.

 

Strefa zmian T2 (zmiana rower-bieg)
No to aby podtrzymać ciąg zdarzeń, to i tą strefę spieprzyłem, bo wdałem się w dyskusję z sędziami (miałem drobną kwestię do wyjaśnienia), rower mi wypadł i poszło… ze 45”.

Meta – bez szału.

Bieg (21,1 km)
Ciepło, bardzo ciepło, słońce wali, cienia zero. Sił już mało, motywacji jeszcze mniej, od 12 km noga z byłym wadliwym kolanem boli coraz bardziej. Bo to nie boli kolano (chociaż też), chcę je chronić i kombinuję, a to oznacza, że bolą mnie wszystkie inne mięsnie w tej nodze. Od 16 km najchętniej bym tą nogę sobie odrąbał, ale nie idę, nie zwalniam (znaczy się biegnę cały dystans wolno, to jak tu zwalniać). Wymiana gąbek z wodą co 2,5 km i wkładanie w trisuit chłodzi, ale niewiele. Ale ku..a jestem słaby. Dobiegam do mety, niezła szkoła.

Mój wynik:
5 godzin 16 minut 53 sekund

Miejsce: 463 na 1612 którzy ukończyli
Miejsce w kat M50-54: 28 na 147 w kategorii

Pływanie (1,9 km) – 00:35:39 dwa jeziorka z bieganiem pomiędzy)
Strefa zmian T1 (pływanie-rower) – 00:03:45
Rower (90 km) – 02:51:55
Strefa zmian T2 (rower-bieganie) – 00:03:33
Bieganie (21,1 km) – 01:42:01

Zapisywałem się w ostatniej chwili to numer „łysy”, ale medal jak zwyle piękny

Podsumowanie będzie krótkie:
– to jest sport i wszystko jest jasne, jestem słaby i już – jeszcze jestem… ale zawody zajebiste (moja drużyna super, koleżanka i koledzy dali ognia – wygraliśmy drużynowo) i dlatego trzeba próbować niezależnie od miejsc, statuetek, slotów…

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: