Beer Mile Szczęśliwice 2017

28 października 2017

Starty

„I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.”      A.Mickiewicz

I z tych zawodów musiała powstać relacja. Zasada, że tyle odpoczywam ile mam lat, w tym roku musiała ulec lekkiej modernizacji, bo i zawody były zacne – Beer Mile Szczęśliwice, zorganizowane spontanicznie przez Gosię, Olka, Bartka (czyli koleżankę i kolegów z teamu i „bratniego” teamu) – nie mogło mnie tam nie być. Przeszkód było wiele, 6 tygodni nic nie robienia od ostatniego startu w Walli totalne wyzerowanie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne, nadrabianie zaległości towarzyskich (no niestety hulaszczy tryb życia), do tego na trzy dni przed zawodami utrudnij sobie, wyrwij ósmkę – ale życie jest po to aby brać je pełnymi garściami.

Lekkie wyjaśnienie dla niewtajemniczonych – zawody wyglądają następująco – pijemy piwo – biegniemy 400m – wszystko razy cztery, czyli pijemy 4 piwa (co 400m), a w sumie przebiegamy milę (1,6 km). Oczywiście wygrywa najszybszy (w biegu i piciu). Proste….

Dzień przed:
Dzień wcześniej sprawdziłem, jak się pije piwo. Nie to, że nie próbowałem tego wcześniej, nawet nie wiem dlaczego, byłem zaliczany do faworytów (przecież ja nie biegam tak szybko), ale picie dużo piwa, nie równa się piciu szybko piwa. W czasie tego treningu pierwsze piwo wypiłem w 37” – hmmmm…. słabo, ostatnie  w 10” – może być – jestem gotowy na zawody (technika wysokiego łokcia jako tako opanowana).

Izotoniki gotowe, zawodnicy się dogrzewają (fot.M.Żywek)

Chwilę przed:
Popołudnie, wszyscy po mału się schodzą. Organizatorzy dopieszczają trasę, grabią liście, pojawiają się strzałki na trasie, strefa zmian –zapisy ruszyły. Olek prowadzi szybką odprawę (spokojnie tłumaczy co i jak), Gosia prowadzi „obieg” trasy. Spontaniczni wolontariusze przygotowuję browary. Wszystko gotowe.

I to jest prawdziwa strefa, z czasem „Strefa Przemian” (fot.M.Żywek)

Start:
Odliczanie…. i poszli, pierwsze piwo idzie wszystkim dość szybko, wybiega spora grupa, na pierwszym okrążeniu wszyscy „ściganci” idą jak burza, mija mnie parę osób, do strefy wpadam 5-6-ty, ale drugie piwo piję szybciej i drugi wybiegam na kolejne okrążenie. Przede mną Marcin, za mną sam nie wiem…w brzuszku coś tam się pieni i bulgocze, ale nie ważne, bo kibice zagrzewają do walki. Następna strefa picia (no dobrze nawadniania) już pusta – lider w połowie butelki, ja zaczynam, trzeci wpada Bartek, ale przewaga jest bezpieczna. Tak na marginesie, cały piątkowy trening poszedł się je…ć, bo inaczej wchodzi piwo jak się biega, a inaczej jak się pije nie biegając. No właśnie w kolejnych strefach to już tak lekko i szybko te piwka nie wchodziły, a i bieg (mam wrażenie) jakiś mniej stabilny. Czołówka do końca się nie zmieniła, wiedziałem, że Marcin jest poza zasięgiem, nawet pewnie jakbym szybciej pił, to w biegu nie mam najmniejszych szans (zresztą w piciu chyba też), Bartka trzymałem w bezpiecznej odległości (skutecznie mi w tym pomagali jego kibice – wystarczyło nasłuchiwać „dawaj tata”).  Czołówka się już nie zmienia, dobiegam 2-gi, jak na początek sezonu może być. Reszta, cali i zdrowi dobiegają.

Kontrolowany bieg, a w brzuszku bulgocze i się pienie. Nie jest lekko… (fot.M.Żywek)

Chwilę po:
Kupa śmiechu i zabawy, oczekiwanie na ostatnich zawodników, wymiana doświadczeń, spostrzeżeń, technik. Potem dekoracja zwycięzców, bezkonkurencyjni w swoich kategoriach byli Ola i Marcin (odkrycia tej imprezy).

Mój wynik:
7 minut 49 sekundy

Miejsce: 2 na 15 startujących
Czas biegu w podziale na czas picia: nie do ogarnięcia
Czas powrotu do domu po zawodach (łącznie z „beer party” po): ok. 6 h

Numer startowy, medal (z grawerowaniem) – jest czad

Po:
A po trzeba było się schodzić, nawodnić i rozluźnić. Dołączały nowe osoby (które nie mogły wystartować, ale lubią spotkania). Dokończyliśmy co zostało w strefie zmian, a potem zgodnie z polska tradycją stawia pierwszy, drugi, trzeci….organizatorzy… i do 21.30 czas jakoś zleciał. Droga do domu była trudniejsza (chyba wskoczył na mnie chodnik), bo i zawody były trudne.

Na samym końcu zostali liderzy i jakiś znany bloger. 🙂

Dzień po:
Wokoło szum morza, podsypiam, podjadam – regeneracja. Ale czuję, że jestem gotowy, roztrenowanie czas zakończyć, można zaczynać przygotowania do sezonu 2018.

Podsumowanie:
To były genialne zawody ! Jakże inne niż te, w których do tej pory startowałem, organizatorom serdecznie dziękuję za zaproszenie i super przygotowaną imprezę, koleżanka i kolegom za fantastyczną walkę na trasie i po zawodach, zwycięzcom (Oli i Marcinowi) gratuluję. Ze startu wniosków nie będę wyciągał, dalej będę sobą – będę trochę trenował i trochę pił.

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Beer Mile Szczęśliwice 2018 | Made in 1968 - 22 października 2018

    […] naturalnie, nie mogłem się nie zapisać. Beer Mile Szczęśliwice 2018 to już druga edycja (pierwsza była rok wcześniej) tej super imprezy, która przypomnę spontanicznie organizują Gosia, Olek i […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: