IRONMAN Mallorca 2016 – relacja

25 września 2016

Starty, Triathlon

„Danie główne” drugiej części sezonu ma posmak słodko-kwaśny, bo o ile wynik sportowy bardzo słaby, o tyle same zawody, miejsce, okoliczności (jestem z rodzinką na urlopie) super. Nie ma co „owijać w bawełnę”, to był eksperyment, nigdy czegoś takiego nie robiłem – długi sezon, tylko cztery starty, za to całkiem solidne (dwie połówki Ironman’a, dwa razy pełny dystans). Ale aby nie było niejasności tu nic nie miało być na „pół gwizdka”, czy jakoś wakacyjnie. Po pierwszej części sezonu zrobiłem urlop, wróciłem do trenowania, wydaje się, że bardzo solidnie przepracowałem trzy-cztery tygodnie. Start miał być mocno….i był, tego dnia było na tyle ile mogłem. Więcej nie dałem rady. Przed startem, jakby ktoś mi powiedział, że mój trzeci Ironman będzie w moim życiu najtrudniejszy, to bym nie uwierzył.

Silna grupa wsparcia, a za nami zatoczka w której nie tylko ja popływam

Silna grupa wsparcia, a za nami zatoczka w której nie tylko ja popływam

Przed startem:
Łączę start z rodzinnymi wakacjami (tak, tak, to zaleta kiedy ma się dzieci zaczynające naukę od października). Całą logistykę ogarnąłem znacznie wcześnie, Majorka to miejsce nastawione na turystykę, więc wszystko to działa w tej kwestii perfekcyjnie, dużo lotów (no… z Polski oczywiście z przesiadką, dużo hoteli, dużo mieszkań do wynajęcia, generalnie łatwo). Mieszkamy w Port d’Alcudia dosłownie pół kilometra od miejsca startu i mety – wybór celowy, tak aby wszystkim było wygodnie, mi abym za dużo się nie nachodził, rodzince co by mieli blisko do plaży i innych atrakcji. Z racji tego, że dotarliśmy już w poniedziałek, miałem okazję zobaczyć jak powstaje całe miasteczko Ironman’owe – swoją drogą widać, że mają doświadczenie. Same procedury rejestracyjno-organizacyjne bardzo sprawnie, nie wiem jak oni to robią, że np. nie ma kolejek do stref rowerowych (tu dygresja do kolejki w Gdyni), tym razem odprawę zaliczyłem. Jedyną zagadką było to, czy pływanie będzie w piankach czy bez, zresztą ten dylemat za sprawą czujnego trenera miałem już w kraju, więc pilnie zaopatrzyłem się w strefie Expo w swimskin’a i potrenowałem. Nie powiem, nawet mi się spodobało i byłem gotowy na takie pływanie, chociaż wiadomo, czas byłby gorszy niż w piance. Tak dla spokoju na kilka dni przed zjechałem sobie na rowerze najgroźniejszy zjazd z dużą ilością serpentyn, tak co by mnie nie poniosło w trakcie startu. Pogoda…. no właśnie, nie wiadomo jaka, bo jeden dzień ciepło, inny chłodniej (tu chłodnie to pojęcie względne), no i przepowiadają burze i ulewy.

Można ustawić gęsto duże boje ? Proszę bardzo ..., a i nie odpływają.

Można ustawić gęsto duże boje ? Proszę bardzo …, a i nie odpływają.

Pływanie (3,8km): Organizatorzy zaskoczyli, bo dzień przed na odprawie stanowczo mówił, że będzie pływanie bez pianek, a rano w strefie komunikat, że jednak pianki dozwolone. Dla mnie lepiej, bo wiadomo, że pływakiem jestem marnym. Do samego startu zawodników PRO (my startowaliśmy o 7:37) było ciemno, ale świt szybko nastąpił. Sama trasa świetnie oznakowana, nawigacja bezproblemowa bo ogromne boje bardzo gęsto, a gdyby nie to, że w bijatyce ktoś kopnął w zegarku przycisk stop pewnie pochwalił bym się prawie idealnie prostą trasą (bez dodatkowego dystansu). Samo pływanie poszło całkiem rozsądnie, na długim dystansie raczej nie celuję w super czasy (chodzi o komfort przed rowerem i bieganiem), wszystko co jest poniżej 1:10 jest dla mnie akceptowalne, dlatego nie było jakiegoś mocnego „pałowania”, może nie bardzo lekko, ale coś więcej niż komfortowo. Przyjemność z tej części zawodów została zaburzona jedynie tym, ze przez całą drogę miałem jedno oko zalane wodą (niestety mocno zasoloną).

Fota może mało wyraźna, ale nieważne. Pewnie każdy ma takie najlepsze wsparcie.

Fota może mało wyraźna, ale nieważne. Pewnie każdy ma takie najlepsze wsparcie.

Strefa zmian T1 (pływanie-rower): Do strefy docieram dość szybo, ale jak zawsze trochę czasu zajmują te wszystkie czynności, a i sprinterem nie jestem (sama strefa z 500m).

To akurat zdjęcie z lekkiego treningu przed, ale czyż nie przepiękne warunki na trasie...

To akurat zdjęcie z lekkiego treningu przed, ale czyż nie przepiękne warunki na trasie…

Rower (180km): Pierwsze 20km całkiem rozsądnie (chociaż było mi bardzo zimno, a ubranie jakoś nie schło), szybko rozkręcam się do założonych parametrów (moc, prędkość), ale też szybko trafiam na „ścianę”. Niemoc i bezsilność, nogi sztywne, organizm nie daje rady. Próbuję powalczyć jeszcze przez chwilę, ale już wiem, że dziś nic z tego nie będzie (mam porównanie jak się czułem na 30km we Frankfurcie, a jak się czuję tu). Wiem, że jak będę próbował jechać tak mocno, to lada moment czeka mnie totalna „padaka”, dlatego decyduję się zejść do parametrów akceptowalnych i „jakoś” dokończyć ten rower. Miały być parametry akceptowalne, ale im dalej tym bardziej spadało to parametrów żenujących. Przede mną jeszcze ponad 120 km, kupa czasu, w tym prawie 15 km podjazd, z gatunku tzw. „grubych”. Jakoś to w bólach staram się przetrwać, raczej bólach psychicznych (co za niemoc), ale i fizycznych (ciało szczególnie w nogach nie za ciekawie – nogi bolą, są jak „z waty”, uda pieką). A na deser końcowe 25km w całkiem sporym deszczu i wietrze wiejącym w pysk, więc znowu nie za miło. Ale jedno sobie trzeba powiedzieć, cała trasa przepiękna i mocno urozmaicona, jeśli kto oglądał profil i wydaje mu się, że do 100 km nie ma gór, to potwierdzam – ale za to jest sporo podjazdów i zjazdów, całkiem wymagających. W tej „padace” udaje mi się jakoś przetrwać…

A tak długa była kolejka do strefy zmian (dedykacja dla IM Gdynia)

A tak długa była kolejka do strefy zmian (dedykacja dla IM Gdynia)

Zmiana T2 (rower-bieg): Za bardzo się nie spieszyłem, w końcu to już wiem, że dziś nie powalczę, spokojnie się „przezbroiłem” na bieg, zaliczyłem toaletę i w drogę. A deszcz dalej pada….

Bieg (42,2 km): Mimo kompletnego braku entuzjazmu i mocno „podciętych skrzydeł” – dobry czas końcowy to już historia – postanawiam coś tam jeszcze potestować swój organizm, skoro już się tu przywlokłem taki kawał. Zaczynam całkiem żwawo, zgodnie z pierwotnymi założeniami, co będzie-to będzie, ciekawe kiedy mnie odetnie. Za dużo sobie nie poeksperymentowałem, bo już na 10 km zaczynają się pierwsze problemy, wolniej nie jest, ale musze zaliczyć toaletę (jednak Stoperan nie zadziałał tak jak chciałem), przerwa obniża tempo, ale jeszcze nie jakoś drastycznie. Parę kilometrów dalej – wymioty i nogi mi się ugięły i zrobiła się ciemność, ale poleżenie na zimnym chodniku dobrze robi w takich chwilach, a niezawodni kibice (chyba z Niemiec) zawsze podratują i wypchną na trasę. Kolejne kilometry to już walka z wszystkim: nie przyjmuję jedzenia (no co nieco wchodzi, ale i wychodzi), momentami mam pomroczność i się zataczam (ale to szybo mija), stopy obtarte i obite (buty mokre i piach plażowy robi swoje, nawet opaska na chipa działa jak papier ścierny, skóra pozdzierana, „purchle” na stopach). Jest strasznie daleko do końca, ale nie zejdę, dobiegnę. Myśli oczywiście były, ale mimo wszystko. Rodzinka pogania i dodaje otuchy, krzyczą, że to już ostatnie okrążenie i dobrze wyglądam – ale wiem, że „mijają się z prawdą”. W ostatnich kilometrach biegną z Przemkiem , poznaję go na trasie, idzie nieznacznie łatwiej, ciekawe kto kogo ciągnął (ja na szczęście miałem o jedno okrążenie mniej), mimo, że mało gadamy jakoś raźniej. Na metę wbiegam bez entuzjazmu, nawet gość nie wyczytał mojego nazwiska mimo, że wbiegałem sam (pewnie za karę), ale medal wieszała mi wolontariusza Polka, słowami „Gratuluję Panie Tomaszu” i to było fajne. Uściski z rodzinką, szybko mnie wyłapują, strasznie się denerwowali, szczególnie jak byłem tak długo na rowerze. KONIEC, koniec tej nierównej walki. W strefie finishera spotykam naszych, wszyscy cali (prawie) i szczęśliwi.

Medal, który naprawdę mnie zabolał (inaczej)

Medal, który naprawdę mnie zabolał (inaczej)

Mój wynik: 10 godzin 52 minuty 50 sekundy

Miejsce: 506 na ok. 2200 startujących Miejsce w kat M45-49: 74 na 325 w kategorii

Pływanie (3,8 km) – 01:07:55
Strefa zmian T1 (pływanie-rower) – 00:05:05
Rower (180 km) – 05:38:41
Strefa zmian T2 (rower-bieganie) – 00:04:54
Bieganie (42,2 km) – 03:56:15

Ojciec po "przejściach".  Nie mógł wybrać szachów ? To .... !!!

Ojciec po „przejściach”. Nie mógł wybrać szachów ? To …. !!!

Wrażenia po:
– Majorka – bardzo dobre miejsce na zrobienie IM, widać, że organizatorzy wiedzą o co chodzi i mają naprawdę wszystko dopracowane (no może jedyna wpadka to info z piankami – mogli powiedzieć, że decyzja będzie rano i chyba jednak był drafting, ale i były kartki); Pływanie – przepiękny akwen i idealnie oznaczony i domierzony dystans; Trasa rowerowa wymagająca (14 km podjazd po Lluc), drogi w większości o genialnej nawierzchni, widoczki niezapomniane (morze, góry- wszystko w pakiecie); Trasa biegowe – płaska w miasteczku, przy ogromnej ilości kibiców (nawet przy padającym deszczu);
– mój wynik – marny, trzeci start na pełnym dystansie i najgorszy czas i miejsce (chociaż wiadomo warunki różne) – popłynąłem prawie tak jak zawsze, rower po mału „gasłem”, na biegu „zdychałem”; – zawsze walczę o czas więc wyszło słabo; jedyny sukces, to że dotarłem i tego dnia wymagało to sporej determinacji, według moich odczuć znacznie większych niż kiedykolwiek;
– wyniki innych – brawo dla niedużej grupki startujących z Polski – szczególnie dla koleżanki i kolegów z zespołu, kolegów kolegów itd. – szarpnęliście – gratuluję;
– wsparcie – rodzina ta na miejscu i ta daleko, koleżanki i koledzy (wybaczcie, wiem jak trudno się ogląda relację na kompie) szczególnie takiego startu jak ten – DZIĘKI !!!
– trener – materiał do analizy jest, Tomek ciekawe czy uda się jeszcze coś wykrzesać z tego „starego pieca” ? Jest wyzwanie na 2017 i dziękuję;

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Podsumowanie sezonu 2016 | Made in 1968 - 5 października 2016

    […] Frankfurt 2016 – 9:52:22 – M45 – 43 – IRONMAN 70.3 Gdynia – 4:55:51 – M45-13 – IRONMAN Mallorca 2016 – 10:52:50 – […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: