Lotto Poznań Triathlon 2013 (1/2 IM) – pełna relacja

5 sierpnia 2013

Starty, Triathlon

Kolejna relacja, znowu będę zanudzał, ale jeszcze mi się chce pisać, więc skoro są czytelnicy, to czemu tego nie robić.

Dla mnie to coś nowego, takiej ilości rowerów w strefie zmian jeszcze nie widziałem

Dla mnie to coś nowego, takiej ilości rowerów w strefie zmian jeszcze nie widziałem

Przed startem:
– to moja główna impreza sezonu, co oznaczało, że wszystkie przygotowania od wielu miesięcy były podporządkowane właśnie pod ten start, wszystkie poprzednie w tym roku pomimo, że całkiem udane jednak traktowane były jako element przygotowań (dodatkowo w tym roku imprez dużo, chciałem wystartować w imprezie w której naprawdę jest sporo zawodników – wybór pomiędzy Poznaniem a Gdynią był trudny);
– praktycznie ku mojemu zdziwieniu, forma, dyspozycja, samopoczucie – wszystko to dopisuje i ma tendencję wzrostową, rozsądnie dawkowany i systematyczny, lecz nie wariacki trening spowodował, że udało mi się dobrnąć do głównych zawodów w dobrym zdrowiu;
– pogoda – o tym można pisać non stop, ja do tego podchodzę beznamiętnie, tzn. nie mam na to wpływu, mam zadanie które muszę wykonać niezależnie od warunków, uda się będzie super, nie-będą doświadczenia – dzień przed zawodami masakra, 34 stopnie, słońce, duszno, parno, gorąco jak w piekle; w nocy opady i burze, na szczęście rano w dniu startu już było chłodno, podeszczowo, temperatura spadła niemal do 20 stopni, więc warunki fenomenalne, gdyby …. nie nadciągający i zapowiadany deszcz (o tym dalej);
– procedury przedstartowe – dzień przed, pomimo ogromnej ilości ludzi wszystko dzieje się bardzo sprawnie; lubię te procedury: odebranie pakietu startowego, wstawienie roweru do ogromnej strefy zmian, potem odprawa w Termach Maltańskich i pasta party;
– na kilka godzin przed startem – jak zwykle poszły moje standardowe zasady żywienia (śniadanie w hotelu pomijam, mam swoje), tuż po 7.00 jestem już w strefie zmian, aby podpompować koła w rowerze (wieczorem spuściłem powietrze ze względu na temperatury bałem się, że dętki nie wytrzymają), przygotować pozostałe elementy tej układanki; około 8.00 zostaliśmy grzecznie wyproszeni przez organizatorów na brzeg Jeziora Maltańskiego i pozostało dość długie oczekiwanie na start;
– jeszcze na 40 min przed startem lekkie rozpływanie i zapoznanie się z akwenem, już tylko oczekiwanie w skupieniu na start; wcześniej o 9.00 wystartowało ponad 700 osób na dystansie ¼ IM, na brzegu zrobiło się znacznie luźniej;

Za kilka godzin w tym jeziorze już nie będzie tak spokojnie

Za kilka godzin w tym jeziorze już nie będzie tak spokojnie

START:
PYWANIE (1900m)
– pomimo, że temperatura wody całkiem wysoka, wszyscy (poza nielicznymi) startują w piankach. Ja również, nie ma co ukrywać, jeśli się jest słabym pływakiem, pianka znacząco poprawia wynik. Po dopłynięciu do linii startu (start z wody) oczekiwanie kilkuminutowy wydaje się bardzo długie, wszyscy zniecierpliwieni bojowo ruszyli do przodu po wystrzale z armaty. Stałem jakoś tak w 4-5 linii (gdzieś w połowie stawki), więc od razu po ruszeniu wpadłem w pralkę i jak zwykle przez jakieś 500m nawalanie się zawodników było standardem. Na szczęście jestem przyzwyczajony już do przyjmowania kopniaków, podtopień, przepływań po mnie (chociaż tego było mniej, to ja przepływałem po kimś). Tak naprawdę dopiero gdzieś na boi nawrotnej zrobiło się luźniej i płynąłem praktycznie gdzieś 2-3m od innego zawodnika. Standardowo w pływaniu zachowuję rozsądek, staram się utrzymywać stałe i równe tempo. Powrót był bardzo komfortowy, tym razem boje kierunkowe były na tyle dobrze widoczne, że raczej poprawnie trzymałem właściwy kurs, do tego pomagały trochę bojki od torów (Malta to przecież tor kajakowo wioślarski). Koniec etapu coraz bliżej, wyjście z jeziora bardzo łatwe, do tego panowie z obsługi chwytając mnie za ręce prawie wystrzelili mnie na brzeg. Czas tego etapu to 0:34:21, z wody wyszedłem na 99 miejscu.

Nawet za dużo nie płynąłem "zygzakiem", mój ślad w Jeziorze Malta

Nawet za dużo nie płynąłem „zygzakiem”, mój ślad w Jeziorze Malta

Zmiana T1 – po pływaniu zawsze szaleje mi błędnik, a te 1900m jednak trochę zdrowia mnie kosztuje, dlatego zmiany wykorzystuję też trochę na odsapnięcie, czyli robię je, ale nie po wariacku. Do swojego stanowiska musiałem sporo dobiec. Piankę do pasa zrzuciłem po drodze, resztę już przy stanowisku. Przebiegając przez strefę, zauważyłem, że sporo rowerów już wyjechało na trasę (również z mojego i sąsiedniego rzędu-to dystans ½). Spokojnie założyłem kask, przypiąłem numer, posiłkowałem się ze zdjęciem roweru (jakoś mi się zakleszczył) i wybiegłem na trasę. Buty tym razem wpięte w pedały, będę wskakiwał (w końcu się trzeba gdzieś tego nauczyć). W strefie zmian spędziłem: 0:02:44 (bardzo długo – to trzeba będzie kiedyś poćwiczyć);

Trasa rowerowa 90 km,  w rzeczywistości mój GPS pokazał 91,8 km, ale to nieistotne

Trasa rowerowa 90 km, w rzeczywistości mój GPS pokazał 91,8 km, ale to nieistotne

ROWER (90 km) – początek mało optymistyczny, wskoczyłem za belką na rower, wszystko fajnie, ale samo zakładanie butów bardzo problematyczne, po pierwsze na początku było pod lekką górkę, wąsko, trochę zakrętów, rzepy w butach mi się źle ułożył, wszystko to spowodowało, że męczyłem się z tą prosta czynnością zdecydowanie za dużo czasu. Po opanowaniu sytuacji, od razu zacząłem realizować założenia przedstartowe, czyli początkowe 3-4 km w miarę spokojne, dać czas przyzwyczaić się organizmowi. Trasa wyglądała na super (zamknięto cały jeden pas ruchu tylko dla nas), lekko mokra po nocnych ulewach (woda w koleinach), niestety na początku trochę tłoczno. Do tego jazda w tzw. kierunku odwrotnym (czyli jak Brytyjczycy przy lewej krawędzi) powodowała, że trudno było wyprzedzać zgodnie z regulaminem z lewej strony. Zresztą na odprawie, sam organizator przez chwilę miał dylemat jak to wyjaśnić, efekt taki, że trzeba było stosować metodę taką jaka w danym momencie możliwa, a to tego miejscami były jeszcze kałuże wody. Dla mnie to niestety był spory problem, bo po 4 km zacząłem się rozpędzać, „wszedłem” na swoją założoną moc i zamierzałem ją przejechać cały dystans – a to oznaczało wyprzedzanie (nie tylko tych z dystansu 1/2 , ale również „maruderów” z ¼).

Samotna walka

Samotna walka

Od ok. 30 km zaczął padać deszcz (w zasadzie ulewa), przez chwilkę się nawet przestraszyłem, bo kolarzem to ja za dobrym nie jestem, ale szybko przyzwyczaiłem się do nowych warunków i dalej realizowałem swój założony plan czyli moc pomiędzy 220-230W. W niektórych momentach lało tak bardzo, że niewiele widziałem przez moja szybkę w kasku, skoncentrowałem się jeszcze bardziej, aby uważać i się nie wywalić. Na drugim okrążeniu (czyli teoretycznie po 45 km, teoretycznie – bo trasa była dłuższa o 1-3 km) deszcz jakby zrobił się mniejszy, ale dalej realizowałem swoje stałe założenia, popijając w równych odstępach izotonik, do tego na wszelki wypadek wchłonąłem dwa żele. Po 65 km zrobiło się naprawdę luźno, a tak koło 75 km, to już kompletne pustki, co jakiś czas udawało mi się doganiać już nielicznych zawodników, nawet często publiczność przy trasie biła brawa, pewnie znużeni oczekiwaniem na kolejnych kolarzy.  Ostatnie 4 km odpuściłem, czyli moc o 20W w dół i kadencja jakieś 5-7 obr./min w górę. Mimo to przed skrętem z ulicy Warszawskiej w kierunku strefy zmian udaje mi się wyprzedzić jeszcze kolejnych dwóch zawodników. Wyjęcie przemoczonych nóg z butów (sporo dystansu przejechałem w butach z chlupiącą wewnątrz wodą) i zeskok z roweru tuż przed belką – to mam przećwiczone i wychodzi znacznie lepiej, teraz już pozostaje tylko dobiegnięcie do mojego stanowiska. Czas etapu rowerowego (przy czym trasa wg mojego GPS wynosiła 91.73 km, wg informacji na forum, niektórzy mieli nawet 3 km więcej): 2:31:49 to jest 25 miejsce tego etapu.

Gdzieś na trasie rowerowej w strugach deszczu

Gdzieś na trasie rowerowej w strugach deszczu

Zmiana T2: zmiana, znowu na spokojnie nie za szybko, ale wszystko po kolei jak należy. Trochę mnie zaskoczyło, że buty i skarpetki biegowe mam mokre (były odwrócone i przykryte ręcznikiem), musiało tu też nieźle lać. Mimo, że nie jest jakoś gorąco zabieram na trasę czapeczkę i okulary, jeszcze się przydadzą. Czas zmiany: 0:02:35.

Cztery okrążenia, wydawały się dość nużące

Cztery okrążenia, wydawały się dość nużące

Na trasie biegowej, do mety jeszcze trochę

Na trasie biegowej, do mety jeszcze trochę

BIEG (21,1 km) – przede mną 4 okrążenia po 5,3 km, wiem, że rower poszedł mi niespodziewanie dobrze, mam sporo zapasu, aby zrobić nowy rekord życiowy, ba jest duża szansa aby zjechać poniżej magicznej granicy 5 godzin. Ale nie „podpalam” się, nie takie cuda się już zdarzały, znowu działam zgodnie z założeniami, mam zamiar w równym tempie pokonać ten dystans. Na początku jest niesamowicie lekko, tempo 2-3 pierwszych kilometrów w granicach 4’35”-4’40”, na trasie niewielu zawodników, kilku mnie wyprzedza, ale nie daję się ponieść, nie podczepiam się, ba nawet zwalniam do założonego tempa 4’45”. Drugie okrążenie jeszcze lekko, ale na trzecim już zaczynam odczuwać lekko zmęczenie, głównie w nogach. Przy każdym punkcie odżywczym popijam wodę, część z niej wylewam na głowę, zaczyna się robić coraz cieplej. Co okrążenie zjadam kawałek banana. Na ostanie okrążenie wybiegam już mocno podmęczony, ale na nim nie mam zamiaru zwalniać, a właśnie jeszcze przyspieszyć. Mam świadomość, że czas będzie całkiem niezły i na pewno uda mi się złamać granicę 5 godzin, ale nie mam zamiaru odpuszczać. Jest bardzo tłoczno (chyba większość skończyła już rower i teraz mierzy się z bieganiem), praktycznie wyprzedzam cały czas, raczej rzadko zdarza mi się, aby ktoś mnie wyprzedzał (zresztą nie pamiętam), gdzieś na 2 km przed metą doszedł mnie zawodnik, z którym mimo zmęczenia pogadaliśmy sobie. Na kilometr przed metą jeszcze przyspieszyłem, gubiąc współtowarzysza. Po rowerze byłem 29, więc w sumie tylko wyprzedziło mnie 5 zawodników. Tym razem na biegu się nie dałem. Wbiegłem na metę w czasie: 4:53:26 !!! Medal na szyję, gratulację, foty – super uczucie z dobrze wykonanej, nikomu nie potrzebnej roboty.

To już meta

To już meta

META (statystyki/ 605 startujących):
Czas: 4h 53min 26 sek. 
–  Miejsce w kategorii OPEN: 34 (poprawiłem życiówkę z Susza o 0:20:02)
Miejsce w kategorii wiekowej M40-49: 7

Pływanie: 0:34:21 (99 miejsce w tej konkurencji)
T1 (pierwsza zmiana): 0:02:44
Rower: 2:31:49 (25 miejsce w tej konkurencji)
T2 (druga zmiana): 0:02:35
Bieg:  1:41:57 (51 miejsce w tej konkurencji)

Numer przeżył dużo, ale przetrwał, a medal bardzo oryginalny i ciężki

Numer przeżył dużo, ale przetrwał, a medal bardzo oryginalny i ciężki

Podsumowanie:
– do tej pory wystąpiłem dosłownie w pięciu imprezach triathlonowych, w jednej ćwiartce i w czterech połówkach, rok od debiutu w Suszu poprawiłem się o 01:02:02, nie wiem czy to dużo, czy mało, ale to co dla mnie najważniejsze – progres jest;
– chciałem się poprawić, a wyszło znacznie lepiej niż się spodziewałem, znowu nie przeżywałem rozczarowań, bo miałem pewne założenia, które z premedytacją i pełną świadomością możliwości zrealizowałem, rower poszedł za dobrze – przepraszam, no i na pewno pogoda pomogła, chociaż sam nie wiem jak bym pojechał na rowerze gdyby nie deszcz;

Miałem takie załozenia przedstartowe, widać zbyt mało ambitne

Miałem takie załozenia przedstartowe, widać zbyt mało ambitne

– pływanie – popłynąłem na miarę swoich oczekiwań, zakładałem nawet czas gorszy o niecałą minutę, poszło tak jak powinno, na pewno to jest dyscyplina w której jestem w stanie jeszcze coś urwać w przyszłości, niedużo, ale zawsze coś;
– rower – trasy z różnych imprez są nieporównywalne, ale w Suszu rok temu 90 km przejechałem w czasie 3:03:34, czyli poprawiłem się o ponad pół godziny; spodziewałem się poprawy, ale nie aż takiej, to miłe i pozytywne zaskoczenie, sam jestem ciekaw czy uda mi się jeszcze gdzieś taki czas wykręcić. Na ten wynik złożyły się na pewno trzy czynniki: systematyczny i przemyślany trening (wykorzystuję miernik mocy), inwestycja w sprzęt (czyli zakup roweru czasowego i mimo małego objeżdżenia efekty są już widoczne), rozsądna realizacja założeń startowych;
– bieganie – na rowerze można wygrać i przegrać wyścig, zrobiłem bieganie prawie tak jak chciałem w wersji najlepszej. Chciałem się zbliżyć do 1:40:00, a najlepiej złamać tą granicę i byłem bardzo blisko;
– zmiany – najgorzej wykonywany przez mnie element, może trochę z premedytacją, bo zamiast szaleć łapię w zmianach trochę „drugi oddech”, ale faktem jest, że w tym elemencie wypadam najgorzej i przy odrobinie wysiłku będę w stanie zaoszczędzić kolejne 2 minuty;
– żywienie i picie – było idealnie, mam już przećwiczone swoje metody i to działa; a jest to bardzo ważne;
– pogoda – gdyby nie deszcz na rowerze (a w zasadzie ulewa) byłoby idealnie, chociaż nie ma co narzekać, lepiej tak niż miałoby być 34 stopnie i słońce, w każdym razie i tak niezależnie od pogody walczyłbym na maksa;
– organizacja – prawie wzorowa – temat na odrębny wpis,  wszystko raczej zadziałało jak należy, poza drobiazgami (najbardziej zaskoczyło mnie, że trasy kolarska i biegowa były dłuższe, pewnie jakbym miał czas powyżej 5h bardziej bym się denerwował);
– wolontariusze i służby porządkowe na mieście – mimo że są częścią organizacji podkreślam i ch ogromne zaangażowanie w niełatwych warunkach – dziękuję;
– sporo kibiców, publiczność nie zawiodła, nawet na trasie rowerowej w deszczu były miejsca gdzie doping nie gasł;
– smaczek klubowy – jako członek WTT (Warszawskie Towarzystwo Triathlonu) w zawodach ½ IM startowało nas 14 zawodników i zawodniczek (przynajmniej tylu widnieje na liście z przynależnością do klubu), w tej klasyfikacji byłem już za podium, ale to pewnie ma małe znaczeni, milo było mijać się na trasach w kolegami, czasami zamienić kilka słów; na trasie gorący doping prezesa Tomka, Olgi i rodzin klubowiczów niesamowicie pomagał;
– i jak zwykle na koniec ciepłe słowa dla tych co myślami są zawsze ze mną – oni już wiedzą, którzy – to bardzo pomaga;

Po przekroczeniu lini mety, tłoku nie było

Po przekroczeniu lini mety, tłoku nie było

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

8 Komentarzy w dniu “Lotto Poznań Triathlon 2013 (1/2 IM) – pełna relacja”

  1. Krasus Says:

    „34:21” i mówisz, że słabo pływasz, niezłe;) A ja się cieszyłem z mojego 45:20 😉

    Odpowiedz

  2. mareks Says:

    Gratulacje:) !!!
    MOC !!!

    Odpowiedz

      • Artur Ostoja Says:

        Musiałem być jednym z tej piątki ( po wyjściu ze strefy 93 miejsce, ale 10 czas biegu )
        Poprawisz trochę bieg i już Cię nie dogonię :-)) .
        Pozdrawiam.
        p.s.
        wg moich obliczeń po wyjściu ze strefy byłeś 34 z czasem łącznym 3:11;29 , więc utrzymałeś miejsce dokładnie.

      • tom2soc Says:

        Artur, te moje szacunki i analizy opierałem na danych STS i odczytów z ich mat już po imprezie, na stronie: http://www.sts-timing.pl/online2/ , w zasadzie nieduże ma znaczenie kilka miejsc w jedną, czy druga stronę. Staram się z każdego startu wyciągać jakieś wnioski, tak aby następnym razem było lepiej – po to te wyliczanki. To „lepiej” następnym razem motywuje mnie do wychodzenia na treningi, ale pewnie to wiesz.
        Z tą poprawą biegu, czy każdej innej dyscypliny to nie jest już tak łatwo, im dalej tym stopień trudności rośnie, nie pomaga to, że w przeszłości ze sportem nie miałem za wiele wspólnego, staż biegowy (w zasadzie w każdej dyscyplinie) ma znaczenie, mój mimo mojego wieku nie jest za duży, ale oczywiście, że będę trenował. Co wyjdzie, czas pokaże, przy czym nie podchodzę do tego jakoś fanatycznie, w końcu to tylko sport i to amatorski, ma sprawić przyjemność.

      • tom2soc Says:

        Artur, „wbiłem” się na twoją stronę, poczytałem… wow, jestem pełen podziwu. Bardzo inspirujące. Mam nadzieję, że gdzieś się spotkamy i będziemy mieli szansę pogadać osobiście.

Trackbacks/Pingbacks

  1. Enea Poznań Triathlon (1/2 IM) – relacja | Made in 1968 - 28 lipca 2014

    […] – DZIĘKUJĘ; – kibice – dopisali, naprawdę pomagali i czuć było atmosferę; – startowałem rok wcześniej i muszę przyznać, że wnioski zostały wyciągnięte, idzie ku lepszemu; Minusy (a w zasadzie […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: