Volvo Triathlon Series Mikołajki 1/4 IM – pełna relacja

22 lipca 2013

Starty, Triathlon

Kolejny start triatlonowy, Volvo Triathlon Series Mikołajki i dystans ¼ IM (czyli dla niewtajemniczonych 950m – pływanie, 45 km – rower, 10,55 km – bieg). Coś nowego w palecie moich rozrywek, do tej pory startowałem (niektórzy mówią, że dziwacznie) w samych ½ IM, ale ze względu na to, że właśnie za dwa tygodnie czeka mnie zaplanowany na początku sezonu start na tym dystansie w Lotto Triathlon Poznań, idąc za głosem rozsądku wybrałem coś nowego, niby że mniej obciążającego organizm.

Strefa zmian dzień przed, jeszcze pusta - przy każdym numerze nazwisko zawodnika, taki "języczek"

Strefa zmian dzień przed, jeszcze pusta – przy każdym numerze nazwisko zawodnika, taki „języczek”

Przed startem:
– krótko i na temat – pogoda jak ulał, trochę ciepło, ale nie patelnia, wietrznie, ale to Mazury, wszyscy oczekują takich wiatrów;
– dyspozycja – bardzo dobra;

Moja trasa pływania z dobiegiem, strzałki to kierunek i siła wiatru (ponad 20 km/h)

Moja trasa pływania z dobiegiem, strzałki to kierunek i siła wiatru (ponad 20 km/h)

Pływanie
O 9.00 wystartowali zawodnicy, którzy walczyli na dystansie ½ IM, więc stojąc w strefie czasowej mieliśmy okazję słyszeć co nie co. Okazuje się, z relacji, ale także widząc czasy, że warunki w pływaniu nie są za łatwe. Ale tego trzeba było się spodziewać, połącznie pomiędzy jeziorami powoduje, że tak naprawdę jakieś tam prądy występują, więc to nie jest faktycznie stały akwen. Szybka rozgrzewka przed, popłynąłem ze 200m, zliczanie zawodników na starcie i już chmara ludzi w białych czepkach oczekuje na linii startu. Końcowe odliczanie i ogień. Nie stałem gdzieś blisko, raczej koniec stawki, co oznaczało dla mnie „naparzanie się” ze sporą ilością zawodników. Pierwsze 200-300m pralka dość spora, odczucia te co zawsze, więc nie będę się rozpisywałam. Przyzwyczaiłem się już do tego modelu w wodzie. Pomimo, że nie jestem dobrym pływakiem, czuję (po przepływaniu po kimś), że udaje mi się trochę wyprzedzać. Płyniemy po prostokącie, więc po drugiej boi nawrotnej, powrót. I tu nie jest już tak lekko, troszkę wynosi na środek jeziora, sam prąd robi swoje, do tego, może to nie są jakieś ogromne fale, ale odczuwalny jest tu wiaterek. Zrobiło się też znacznie luźniej, już nawet nie mam komu płynąć w nogach, ale cały czas mam wrażenie, że wypychany jestem na środek jeziora. W końcu dojrzałem upragnioną końcową boję, zmiana kierunku na brzeg, tam dość trudne jak dla mnie wyjście (zresztą zawsze mam rozwichrowany błędnik po pływaniu i muszę chwilę dojść do siebie). Dystans 950m przepłynąłem w czasie ok. 18,5 minuty, z czego jeszcze dobieg do strefy zmian zajął mi ze 2 minuty. Czas pomiaru pływania z dobiegiem: 20:22 i 37 miejsce wyjścia z wody.

Ja tu gdzieś jestem ...

Ja tu gdzieś jestem …

T1 (zmiana pierwsza):
Po wyjściu z wody dobieg do strefy zmian zajął trochę czasu. Mam z tym kłopot, bo pierwsze metry stąpania po ziemi są dla mnie trudne, dodatkowo próbowałem się rozpiąć z pianki, ale nie mogłem chwycić sznurka od suwaka. Bez sensu straciłem sporo czasu i energii. Na następny start, będę miał inny pomysł na ten etap. Kiedy już dotarłem do strefy, szybko mechanicznie zrzuciłem co miałem rzucić, zabrałem co miałem zabrać, tym razem ze względu na kostkę buty rowerowe założyłem na nogi i tak wybiegłem na trasę rowerową.

Zaczynam drugie okrążenie, kostka górą.

Zaczynam drugie okrążenie, kostka górą.

Rower:
Wpinanie się w rower może nie jakieś efektowne (no dobra – żenujące), ale cel nie wywalenia się na kostce i normalnego ruszenia został osiągnięty. Po 100 m od razu bufet, mijam go beznamiętnie (mam swoje zapasy), próbuję się przyzwyczaić do kostki. Kolarzem jestem słabym więc cel podstawowy – uważać, aby się nie wywalić. Do tego, coś mi nie pasuje w butach, muszę popoprawiać, pierwsze łyki izotonika i co chwilę mnie ktoś na tych pierwszych kilometrach wyprzedza. Skręt w ulicę Warszawską, czyli super asfalt i koniec zabawy, czas nadepnąć na pedały i pokręcić tak aby osiągnąć założoną średnią moc na odcinku. Założenie na dziś: pierwsze dwadzieścia kilometrów kręcę za stałą mocą średnią, potem jak będzie siła podnieść moc o 10W i w samej końcówce znowu o 10W  dół. Nie wnikam – realizuję plan – idzie dobrze, czuję się świetnie, popijam sobie co jakiś czas izo. Trasa okazała się jednak lekko pofałdowana, uczciwie trochę pod górkę, trochę z górki, czasami trzeba było popracować mocniej pod górkę, a z górki (szczególnie na zakrętach) uważać.

Trasa rowerowa - wiatru nie czuło się za bardzo, bo las w większości chronił

Trasa rowerowa – wiatru nie czuło się za bardzo, bo las w większości chronił

Pierwsza pętla poszła szybko, spore spowolnienie znowu na odcinku w Mikołajkach, tam na kostce raczej nie mogłem za szybko jechać. Na drugiej pętli już się nie oszczędzałem, ale też nie przesadzałem – realizowałem dalej założony plan. Przyznam się, że nawet wydawało mi się, że mogę jeszcze pojechać mocniej, ale pomyślałem, że warto zostawić trochę energii na bieg. Na kilka kilometrów przed końcem, zmniejszyłem siłę kręcenia, kadencja w górę, uzupełniłem płyny. Wypiąłem się z butów i zeskoczyłem na nierówne podłoże trochę obijając sobie piętę. Trasę rowerową przejechałem w czasie: 01:18:51, co dało mi 24 miejsce na rowerze (średnia prędkość 34,2 km/h).

Prawie (robi różnicę) profesjonalne zejście z roweru

Prawie (robi różnicę) profesjonalne zejście z roweru

T2 (zmiana druga):
Wbiegłem do strefy zmian z dużym impetem. Coś co od razu rzuciło mi się w oczy – strasznie mało rowerów, w moim rzędzie może ze cztery. Pomyślałem, że chyba nie idzie mi najgorzej. Odwiesiłem rower, zrzuciłem kask, numer na przód, skarpetki (tym razem jednak będę ich potrzebował), buty biegowe, okulary, czapeczka z daszkiem i w drogę. W strefie spędziłem 0:00:50.

I na trasie biegowej wialo

I na trasie biegowej wialo

Bieg:
Ruszyłem na trasę z wielką ochotą, po 100 m w punkcie odżywczym łyknąłem sobie trochę wody – cel utrzymać w miarę równe tempo i na końcówce jak będą siły przyspieszyć. Do tej pory na ½ IM nigdy nie udało mi się zrealizować takiego planu, zawsze drugą cześć miałem wolniejszą, zmęczenie i wycieńczenie nie pozwalało na szybką końcówkę. Pierwsze 2,5 km idzie bardzo lekko, to pewnie zasługa wiatru w plecy. Teren pofałdowany, ale nie zwalniam tempa, Garmin pokazuje 4:22 min/km, kolejne kilometry idą nawet szybciej. Powrót do Mikołajek już nie jest tak przyjemny, tym razem pod wiatr, ale tempo nie spada dramatycznie, odcinek po górkę o jakieś 10 sekund, ale potem wracam znowu do swojego 4:22 i lepiej.

Żar z nieba, ale chroniłem się czapeczką i okularami

Żar z nieba, ale chroniłem się czapeczką i okularami

Bardzo budujące jest to, że mijam sporo osób, na pierwszej pętli może nie jakoś dużo, ale zawsze coś. Gorąco, wybiegając na druga pętlę zabieram ze sobą buteleczkę wody, którą zamiast wypić w większości wylewam na głowę. Na trasie coraz tłoczniej – kolejni zawodnicy zakończyli rundy na rowerze – ale to nie przeszkadza mi w utrzymaniu cały czas takiego samego tempa. Ostatnie 2 km już nie ma oszczędzania, są o dziwo siły na to aby przyspieszyć, ostatni kilometr to już tempo poniżej 4:00 min/km, wyprzedzam, skręcam w lewo na metę. Tam zwalniam na 4 może 5 metrów przed linią unoszę ręce w geście radości. I wyprzedza mnie zawodnik, którego mijałem. Kurczę, przegrałem o 1 sekundę. Nie chodzi o czas, nie chodzi o miejsce (było by o jedną pozycję wyżej), bo to dalej zabawa, ale nigdy nie będę już odpuszczał na końcu, cieszyć się będę za metą. Czas biegu: 0:44:38 i 11 miejsce w bieganiu. Wow, pierwszy raz w triathlonie wyszedł mi bieg. Ostatecznie zająłem 17 miejsce z czasem 02:26:08.

Upragniona meta

Upragniona meta

META (statystyki/ 155 startujących):

Czas: 2h 26min 08 sek. –  Miejsce w kategorii OPEN: 17
Miejsce w kategorii wiekowej M40: 7

Pływanie: 00:20:22 (miejsce po pływaniu 37) /czas z dobiegiem do strefy zmian/
T1 (pierwsza zmiana):  00:01:27
Rower: 01:18:51 (miejsce na rowerze 24)
T2 (druga zmiana): 00:00:50
Bieg: 00:44:38 (miejsce biegu 11)

Fajny numer (nie do zniszczenia) i ciekawy medal

Fajny numer (nie do zniszczenia) i ciekawy medal

Podsumowanie:
– zadebiutowałem na dystansie ¼ IM, więc jest pierwszy czas, do którego będę odnosił kolejne wyniki;
– przygotowuję się do docelowej połówki w Poznaniu, więc ten start był jak gdyby elementem wklejonym w cały cykl przygotowań treningowych, nie był to start docelowy, od taki sprawdzian i łapanie doświadczeń na nowym dystansie; nie miałem pojęcia jak go rozgrywać taktycznie, jak rozłożyć siły, oczywiście szacowałem czas coś pomiędzy 2:35:00 a 2:25:00, wstrzeliłem się w widełki więc i tym razem nie było rozczarowania;
– przetestowałem nowe odżywki i sposób żywienia (wcześniej na kilku treningach) i to też niewątpliwie pomogło mi fajnie przeżyć start; nie korzystałem prawie praktycznie z punktów żywieniowych, byłem samowystarczalny i wiem jedno, po dobraniu czegoś właściwego dla siebie (może kiedyś zdradzę markę), woda i banany to przeszłość;
– pierwszy raz start poszedł idealnie z planem, czyli w każdej z dyscyplin się rozkręcałem, aby na końcu dać z siebie wszystko, czyli pływanie normalnie, rower rozsądnie, mocno, ale tak aby się nie zajechać i bieg na prawie na maksa (ostatni kilometr miałem już 99% HR);
– sama impreza super – kameralna, ludziska z „branży”, chociaż ja debiutant nikomu nie znany, przyjazność, po prostu fajnie, poza tym silna grupa z WTT – fajnie spędza się czas w takim towarzystwie (swoją drogą gratuluję wszystkim kolegom i koleżankom fantastycznych wyników);

Silna grupa WTT/Trinergy

Silna grupa WTT/Trinergy

O imprezie:
Volvo Triathlon Series to cykl imprez, nie ma co opisywać, bo wiele informacji jest na stronie organizatora, ale jeśli chodzi o sam start w Mikołajkach to nie tylko na wynik były to genialne zawody.

Plusy:
– Mikołajki – miejscowość w której było masa turystów kibiców, fajne miejsce, oczywiście nie wszyscy są zadowoleni, bo to bardziej miejscowość żeglarska niż triathlonowa (czuć tą różnicę np. w porównaniu z Suszem);
– kameralność  – na razie to nie jest aż tak duża impreza, fajnie i ciekawe rozwiązanie z puszczeniem w jednym dniu ½, ¼ prawie w tym samym czasie;
– trasy – wszystkie – nawet kostka, bo przecież nie było jej aż tak dużo, a warunki dla wszystkich były takie same;
– większość rzeczy organizatorzy ogarnęli, ja jestem zadowolony, ale byłem odpowiednio przygotowany, również na to co mogło być niewypałem;

Minusiki (wszystko to drobiazgi, ale warto poprawić);
– nawroty na rowerze i biegu – trzeba dać bekę lub pachołek, wszystko będzie jasne;
– punkty żywieniowe – jeśli w folderze jest napisane co innego, a potem jest co innego ( chociaż mi to obojętne, bo byłem przygotowany i sam się, żywiłem) to jest to problem – bardziej chodzi o zasadę, jak coś napisane trzeba spełnić;

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: