Moc jest we mnie !!!

6 lutego 2013

Rower, Treningi

No dobra przesadziłem, raczej na zewnątrz. I to nie od dziś, ale dziś oznajmiam, że jest (parę miesięcy to w sobie „kisiłem”). Od początku: triathlon – powiedzmy połówka IM – to co mnie najbardziej obecnie interesuje:

– 1,9 km wpływania – jakieś 30-40’ pływania
– 90 km rower – jakieś 2,5-3,0h pedałowania
– 21,1 km biegania – jakieś 1,30-1,50h

Gdzie można zyskać najwięcej czasu ? Tak !!!!

R O W E R !!!!

W tym magicznym pudełku (prawie jak na buty) naprawdę są fajne rzeczy

W tym magicznym pudełku (prawie jak na buty) naprawdę są fajne rzeczy

Dlatego poszukałem efektywności w tym elemencie, nie zaniedbując pozostałych dyscyplin.

Zaopatrzyłem się w:
– osobę która mi pomoże w rozsądnym poprawieniu się (o tym może kiedyś);
– zaopatrzyłem się w miernik mocy (już kilka miesięcy temu /październik 2012/, ale nie chciałem zapeszać);

Ten sprzęt się instaluje (prosto) i naprawdę działa - to jest to co tygrysy lubię najbardziej

Ten sprzęt się instaluje (prosto) i naprawdę działa – to jest to co tygrysy lubię najbardziej

Co z tego wyjdzie ?  – tylko wyniki w zawodach są w stanie to zweryfikować, trzeba chwilę poczekać, do starów kilka miesięcy. Ale pisze dziś dlatego, że ta myśl twórcza jest wara rozważenia. Bo każdy kolejny miesiąc na rowerze naprawdę mnie zaskakuje (chociaż jaki to rower pod dachem na trenażerze). Ale kluczem są oba elementy – trener i miernik mocy.

No i na koniec smutna wiadomość. To tylko kolejne narzędzie ( gadżet), który niby ma pomóc. A i tak trzeba zapieprzać. Sorry …

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

2 Komentarze w dniu “Moc jest we mnie !!!”

  1. luki Says:

    Witaj, Tak sobie trochę poczytałem i muszę powiedzieć że mam spory respekt do Ciebie. Marzy mi się taka ścieżka rozwoju jaką Ty przeszedłeś. Aktualnie jestem na samym początku tej drogi i taka mnie refleksja naszła że jak się nie ma kasy to lepiej pozostać przy spacerach ewentualnie bardzo amatorskim bieganiu. Jesteś w stanie tak z ręka na sercu napisać ile już wydałeś w sumie na tą pasję? Taki mam plan żeby spróbować na długim dystansie w Suszy ale chyba w tym roku pozostanę przy treningach.

    Odpowiedz

    • tom2soc Says:

      To po kolei odniosę się do poruszanych wątków:
      – bardzo dziękuję za ciepłe słowa, ale to nie co robię to nie jest coś wyjątkowego, jedynie sumienna i rzetelna praca przez określony okres i spokojne dążenie do wyznaczonego celu. Nie jestem ani jakimś wielkim talentem, ani jakimś mega sportowcem – jak prześledzisz moją ścieżką (choćby na tym blogu) to zauważysz, że za tymi wynikami stoi dużo sumiennej pracy. Starty to wisienka na torcie, każdego tygodnia spędzam coś od 11-15h na różnych treningach – od cała tajemnica – tą ścieżkę może kroczyć każdy, również ty;
      – początek twojej drogi – ja też przecież kiedyś zaczynałem, chcesz zacząć w Suszu – świetna decyzja, też tam zaczynałem, bałem się wszystkiego, jak zobaczyłem gdzie jest boja nawrotowa to prawie umarłem, na rowerze „zdechłem”, wszystko mnie bolało, a bieganie (niby wtedy moja najmocniejsza dyscyplina) to męka i „pomroczność jasna” na końcowym okrążeniu – ale przetrwałem i cieszyłem się jak dziecko – nie rezygnuj, bierz się do trenowania i do zobaczenia w Suszu – ja w tym roku tam będę;
      – jeszcze jeśli chodzi o starty – samym treningiem się nie nauczysz triathlonu – stary są konieczne, aby łapać doświadczenie, więc trenuj, ale też startuj;
      – kasa – hmmmm….no nie wiem jak ci to delikatnie napisać… oczywiście nie podam kwot, ale cóż to za tajemnica, wystarczy wejść do strefy zmian i zobaczyć kto co ma (rowery, pianki, buty itp.) w tym oczywiście i ja, zerknąć na ceny w sklepach internetowych i masz to czego chcesz. Oczywiście trzeba to przemnożyć jeszcze np. razy dwa – bo serwisy, koszty zawodów, wyjazdów, hoteli, odżywki … Tak !!! To nie jest najtańszy sport, ale nie chcę się przemądrzać bo ja nie jestem najlepszym przykładem, znajdziesz w internecie jak zaczynać przy niskim budżecie. Zmartwię cię jeszcze tylko tym, że jest takie powiedzenie: „Ile triathlonista potrzebuje rowerów ? N +1 !”. Ale to nie prawda. Podaję konkret: w Suszu startowałem na normalnym rowerze szosowym, dokupiona lemondka, dokupione tanie siodełko, sam zrobiłem sobie fitting, pianka najtańsza, buty biegowe 1,2 km przebiegu normalne… i skończyłem. Każdego roku stawiałem sobie nowe cele i nowe wyzwania, stąd również inwestycje w sprzęt i siebie, bo to na pewno pomaga, ale nie jest decydujące. Jak zauważyłeś/aś, ja nie jestem już w najmłodszej kategorii wiekowej, a to oznacza, że jako człowiek mam już całkiem stabilną sytuację finansową i na tą pasję jestem w stanie wygospodarować takie środki jakie potrzebuję, co nie oznacza, że kupuję wszystko co się da jak leci. Dziś i tak wydaje mi się, że kluczem jest trening, trening i jeszcze raz trening: pływanie – piankę używam tylko w czasie startów – reszta to „orka” na basenie (poza kosztami wejść 3x w tygodniu, prawie zero kosztów), bieganie (tylko biegam na zewnątrz nawet przy -20, koszt, trochę ciuchów , których mam od 3 lat i 2 pary butów rocznie), rower (tak, tu sporo wydatków wejściowych było, łącznie z mocą (w pierwszym roku trenowałem w oparciu o tętno), ale jestem w stanie uzyskiwać całkiem rozsądnie wyniki przy niskim nakładzie). A na marginesie, chętnie bym chciał się znaleźć w kategorii M20, ba nawet M30 nie mając tych wszystkich gadżetów, które mam. Niestety czasu nie kupię. Tak, że więcej optymizmu.

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: