„Zostań Bohaterem Narodowego” – przed 34 Maratonem Warszawskim

27 września 2012

Rozważania

Za chwilę 34 Maraton Warszawski, to będzie trzecie moje podejście w tej imprezie, jakby nie patrzeć dla mnie jednej z ważniejszych. Ciekawe czy tym razem Warszawa okaże się dla mnie szczęśliwym miejscem ?

28 Maraton Warszawski, może 29, 30 obserwowałem z okna samochodu stojąc w korku, kląłem na czym świat popadnie: „Co za idioci biegają po mieście blokując ruch ?”. Tak było, trudno uwierzyć ?

W 32 Maratonie Warszawskim wystartowałem 2 lata temu trochę na wariata i praktycznie przy moim przygotowaniu i wytrenowaniu trudno było oczekiwać sukcesu. Dwa miesiąc przed startem zwiększyłem kilometraż, mocno to odczułem, praktycznie w końcówce trenowałem z bolącym klanem (syndrom pasma biodrowo-piszczelowego). Start zakończyłem na 25 km, kolano bolało masakrycznie, to było miejsce w którym z mojego rodzinnego Powiśla wbiegało się do tunelu nad Wisła, ja już nie wbiegłem … zszedłem z ogromnym bólem.

Koniec przygody na 25 km, syn który jechał na rowerze przekazał mi dres

W 33 Maratonie Warszawskim byłem przygotowany znacznie lepiej, co nie oznacza idealnie. Mój mały staż biegowy i wywindowane ambicje, małe doświadczenie (zerowe na takich dystansach) powodowały, że kompletnie nie miałem pojęcia co to za dystans, jak do niego podejść. Może i wiedziałem – teoretycznie, ale tu teoria z praktyką często się nie pokrywa. Start i bieg do 20-25 km był całkiem przyjemny, potem poległem z pogodą (w ciągu kilku godzin zrobiło się piekielnie gorąco), z odżywianiem i nawadnianiem (ostatnie 10 km biegłem /wlekłem się/ z dużymi bólami brzucha). Ale dobiegłem, musiałem zdjąć ta klątwę, zrobić jakiś wynik, nieważne nawet jaki, byle by przebiec. Pomimo tych trudności udało mi się przebiec o dziwo poniżej 4h.

Samotna walka gdzieś koło Powsina

 

Z cztery dni zmierzę się ponownie, tym razem z 34 Maratonem Warszawskim, będę próbował jak zawsze pobić swój rekord życiowy, czyli wynik sprzed pół roku z Łodzi 3:28:31. Jestem przygotowany aby pobiec szybciej, ale to maraton do tego warszawski, a tu szczęścia nie mam. Każdy biegacz, który przygotowuje się do jakiejś imprezy coś tam w głowie planuje, dyskutuje z innymi o strategii, warunkach, możliwościach itp. Co się u mnie zmieniło przez te kilka lat i jak dziś podchodzę do kolejnego startu w maratonie:
– robię swoje, czyli systematycznie trenuję, w tym roku pomimo, że znacznie intensywniej to rozważniej, dzięki temu omijają mnie kontuzje (ale to pewnie zasługa też tego, że już w końcu organizm przyzwyczaił się po mału do takich obciążeń);
– delikatna „spina” jest, ale tak jest u mnie przed każdym startem, generalnie jestem facetem, który się przejmuje, a przejmuję się bo stawiam sobie cel i chcę go zrealizować; ten cel to nie jest uczestnictwo czy przebiegnięcie kolejny raz jakiegoś dystansu, ten cel to poprawić rekord życiowy. Na szczęście mam tu jeszcze zapas, więc póki co na razie udaje mi się to realizować, ale przyznaję, że poziom trudności wzrasta, stąd pewnie ta „spina”;
– przestałem kompletnie patrzeć na kalkulatory (no… może nie przestałem patrzeć, ale podchodzę do nich z umiarem), które przewidują na podstawie czasów z krótszych dystansów określić wynik w maratonie. Na podstawie rekordów z krótszych dystansów powinienem maraton „pstryknąć” z lekkością w 3:15, a niektóre kalkulatory podają jeszcze lepsze czasy – nie da rady, to w moim przypadku tak nie działa, jak się poprawię o 5 min będę zadowolony;
– pogoda –w maratonie klucz, ale w tym roku poza Łodzią (chociaż tam padało i było 9 stopni), we wszystkich startach nie miałem szczęścia – w większości bardzo gorąco i słonecznie, ostatni półmaraton w deszczu, traiathlon w upale – dlatego przestałem patrzeć już na to kompletnie, co będzie, to będzie, nie mam na to wpływu;
– doświadczenie – dalej uważam, że mam mikre doświadczenie w dystansie maratońskim, daję się ponieść, nie do końca panuję nad objawami po żywieniu i piciu, a i nogi mogą przy szybszym tempie na takim dystansie tego nie wytrzymać (dla nich to będzie pierwszy raz);
– mimo tego, że wcześniej pisałem o „spinie”, dla mnie to zabawa, w tym wszystkim nawet nie start, bo on jest uwieńczeniem jakiejś wielomiesięcznej pracy, ale te przygotowania, treningi mają najważniejsze znaczenie. Jest ostatni tydzień przed startem, już praktycznie nie trenuję (drobne przebieżki), i brak właśnie tego treningu odczuwam najbardziej, nuda, pustka, nadmiar czasu – zgłupieć można.

… a 34 Maraton Warszawski ? Będę jak zwykle walczył o poprawienie „życiówki” i to nie jest nadmierna kokieteria, asekuracja, czy przesadna skromność, ale obecnie jestem na takim poziomie, że sam nie potrafię określić na jaki wynik mnie stać.  Taktycznie wiem, że będzie to bieg rozsądku, tempo dostosowane do warunków pogodowych i dyspozycji dnia, będę wybitnie dbał o dyscyplinę biegową, czyli w miarę równe i wolne tempo i tak będzie do 30km, a potem jak da radę rozpocznie się dopiero prawdziwy wyścig. I dopiero na końcu, po biegu się okaże czy wbiegnę na Stadion Narodowy jako zwycięzca czy przegrany.

Niedziela to dobry dzień, aby pokibicować paru tysiącom, które tak jak ja lubią się troszkę poruszać,  a przy okazji będzie można zwiedzić i obejrzeć finisz na Stadionie Narodowym, ja pewnie będę wpadał na metę gdzieś między 12.15 a 13.00. Szczegóły imprezy tu: http://www.maratonwarszawski.com/

 

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: