Straty po bitwie

30 września 2011

Rozważania

Oto moje kolejne dni po maratonie:

25.09.2011 /niedziela/ (bezpośrednio po maratonie)

– nogi – łydki bolą trochę (najciekawsze, że łydka, która pobolewała przed maratonem zupełnie przestała mnie boleć), najbardziej uda, mam kłopoty z chodzeniem, po płaskim jako tako, wchodzenie po schodach nie najgorzej, najtrudniej wychodzi schodzenie
– stopy – bez uszkodzeń, na ostatnich kilometrach już odczuwałem lekkie bóle w palcach stóp (paznokcie nie są uszkodzone), boli trochę w okolicy dużego paznokcia prawej stopy
– tułów i reszta ciała – lekkie oznaki zmęczenia
– ogólne samopoczucie bardzo dobre – oczywiście odczuwalne zmęczenie

26.09.2011 /poniedziałek/ (1 dzień po maratonie)
– nogi – łydki znacząco mniej, przy normalnym chodzeniu mało odczuwalne, uda dalej bolą, zastało się wszystko po dobrze przespanej nocy, mam kłopoty z chodzeniem szczególnie po schodach i oczywiście siadanie i wstawanie z pozycji siedzącej
– stopy – nie bolą, jedynie coraz mniej duży palec prawej stopy
– tułów – nic
– ogólne samopoczucie bardzo dobre, byłem normalnie w pracy, prowadziłem prawie normalny tryb życia, chociaż nie jakoś intensywny

27.09.2011 /wtorek/ (2 dni po maratonie)
– nogi – łydki nie bolą, chyba że je uciskam ręką, ale nie jakoś mocno, uda  bolą dalej, chodzenie już bezproblemowe, jedynie odczuwalnie mięśnie przy schodach, siadanie i wstawanie już bez problemów
– stopy – palec prawej stopy – coraz mniej
– ogólnie bardzo dobrze, zaczyna mnie nosić

28.09.2011 /środa/ (3 dni po maratonie)
– nogi – łydki nie bolą, uda bolą ale znacznie mniej, chodzenie już bezproblemowe, również po schodach
– stopy – palec prawej stopy – coraz mniej
– ogólnie bardzo dobrze

29.09.2011 /środa/ (4 dni po maratonie)
– nogi – nie bolą, chodzenie bieganie nie sprawia problemów, nawet po schodach, hura – wróciłem do normalnych
– tylko duży paluch – odczuwam
– ogólnie jest bardzo dobrze (chociaż sam nie wiem, bo mnie choróbsko innego rodzaju trafiło, nie oparłem się jakiemuś ogólnemu wirusowi – katar i kapanie z nosa, trochę głowa)

30.09.2011 /środa/ (5 dni po maratonie)
– praktycznie nic mnie nie boli, odczuwam prawy duży palec u stopy – to chyba największa ofiara maratonu, co ciekawe kompletnie mnie nic w tych okolicach nie bolało, dopiero na 500 m przed metą coś poczułem
– normalnie bym wyszedł pobiegać, potruchtać, może rower, może pływanie, ale nie twardo się trzymam, trzeba się regenerować, według wszystkich znanych mi materiałów straty w organizmie są i to duże, nie widzę ich i nie czuję, a są – ot taka przypadłość
– psychika – ale wyrwa – jak żyć ? – nie biegam, odpoczywam, tyle czasu, co z nim robić – rodzina już nie chce ze mną gadać, bo ich męczę, czytanie literatury nadrobiłem i nadgoniłem, jak włączyłem Mozarta – kazali mi iść biegać, stwierdzili że jestem już zdrowy, na pewno ….

Nie biegam – odpoczywam, będę twardy, nie dam się podpuścić. Nie będę z siebie robił twardziela, przecie nie o to chodzi. Ale teraz już kilka dni po, muszę przyznać, że myślałem, że zniosę to dużo gorzej.

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: