I Półmaraton Okręgu Warszawskiego Zachodniego – 21,097 km

28 sierpnia 2011

Starty

Impreza debiutuje w kalendarzu, jako ciekawostkę można odnotować, że bieg ma imię Janusza Kusocińskiego (jedna strona medalu jest ozdobiona miniaturką naszego najwybitniejszego sportowca). Bieg nietypowo zorganizowany, bo start odbywał się w Błoniach, a meta była w oddalonym od Błonia Borzęcinie Dużym (jakieś 8 km za Babicami). Ale trzeba przyznać, że organizatorzy super zdali egzamin, wszystko bardzo dobrze przygotowane (autokary jako depozyty, które wracały do Błoni, jeśli ktoś zostawił tu samochód).

Przed startem:
– wszystko gra, samopoczucie bardzo dobre, chociaż ostatnio odczuwam zwiększony kilometraż biegania na treningach (czuję, że mam mięśnie)
– pogoda – wczoraj masakra z ręką na sercu czekałem na ochłodzenie, ale dziś w porządku, rano chłodno, dopiero koło 11.00 zrobiło się cieplej, ale generalnie warunki wyśmienite; wiatr zmienny, ale raczej nie przeszkadzał, głównie wiał z boku lub w plecy, niestety tylko końcówka była pod wiatr
– standardowo rozgrzewka i lekkie rozciąganie, trzeba dbać od swój organizm
– trasa – bardzo dobra, to jest to co lubię najbardziej, czyli prosty asfalt, w niektórych miejscach droga mogłaby być lepsza, ale to i tak dużo lepiej niż las, nie ma co narzekać
– wczoraj wieczorem opracowałem strategię biegu, równy bieg w tempie 4’35”, wbiłem jako target do zegarka, dodatkowo założyłem sobie, że jeśli w końcówce będą możliwości (głównie moc), przyspieszę – taka strategia pozwoli mi poprawić rekord życiowy, w sumie nie jakoś dużo, ale zawsze coś

Trasa (numerki to odcinki 5 km) – z mojego pulsometru

START:
Pierwsze odcinek (0-5 km) – niedużo ludzi i to w takich imprezach lubię najbardziej, bo szybko się robi w miarę luźno i można biec swoim tempem. Bieg jest pod wiatr, trochę z przodu, trochę z boku, ale tym razem ilość ludzi to zaleta, bo jest się za kim chować. Czuję, że mogę biec szybciej, ale rozsądek mi podpowiada, aby realizować założone cele i nie wariować. Udaje mi się powstrzymać moją fantazję, pierwsze 5 km mijam w czasie 22’46”
Drugi odcinek (5 – 10 km) – bufet, bogato zaopatrzony (picie, owoce), ale mijam go, nie widzę potrzeby „serwisowania” się.  Zakręt w prawo spowodował, że boczny lekki wiaterek, teraz zaczął trochę pomagać. Trochę się zaniepokoiłem, bo wyprzedziło mnie kilka osób, ale dalej nie daję się ponieść, trzymam swoje równe tempo (kontroluję je na pusometrze, tym razem działa z GPS bardzo poprawnie). Grupa która mi uciekła, nie odbiegła za daleko, mam ją cały czas w zasięgu wzroku, jakieś 50-200 m przed sobą. Na 10 km znowu bufet, biorę tylko Powerade (trzy łyki). 10 km mijam w czasie 45’32” (czas 5 km odcinka drugiego:  22’46”)
Trzeci odcinek (10 – 15 km) – biegnę dalej swoim równym tempem, zrobiło się znacznie cieplej, słoneczko na szczęście jest często zasłaniane przez drzewa. Moje równe tempo chyba nie jest takie najgorsze, bo udało mi się dogonić i powyprzedzać, tych co mnie przegonili, został jeden zawodnik ok. 10- 50 m przede mną, ale jego tempo bardzo mi odpowiada, więc popracuje dla mnie jako pacemarker J. Przed bufetem na 15km szybko posiliłem się moim żelem cytrynowym, i wziąłem znowu Powerade  tylko 3 łyki (feee… czerwony jaki niedobry). Paliwo jest – można ruszać na końcówkę. Strategia na ostatnie kilometry: dalej równe tempo, przyspieszenie jeśli się da na ostatnich 2 km. 15km minąłem w czasie 1:08:15 (czas 5 km odcinka trzeciego: 22’43”)
Czwarty odcinek (15 – 20 km) – technika nudna, ale skuteczna, dalej biegnę swoim równym tempem. Dochodzę „mojego” pacemarkera i jeszcze parę osób i niestety aby utrzymać swój rytm musze ich wszystkich wyprzedzić, bo najwyraźniej opadają z sił. Podłoże trochę się pogorszyło (nierówna droga), trzeba bardziej uważać, lekkie zmiany bo tym razem na tzw. agrafce nawrotka i bieg pod lekki wiatr, ale to nie wpływa na moje tempo. Czuję już trochę zmęczenie, wprawdzie nie jest to krańcowe wyczerpanie, ale serduszko bije mi znacznie szybciej. 20 km mijam w czasie 1:31:01 (czas 5 km odcinka czwartego 22’46”)
Ostatnie metry (20 – 21,097 km)
– mocy za dużej nie było na przyspieszenie, raczej starałem się utrzymywać moje tempo. Na tym kilometrze wyprzedziłem jeszcze trzech gości, które wydawałoby się biegi całkiem szybko i to nie na finiszu tylko na trasie. Chyba ten ostatni odcinek miał więcej niż 1,097 km, bo do tej pory GPS się nie mylił, no może 20-30 metrów, to na samej końcówce, różnica była jakieś 110 m. (trasa nie miała atestu). A pisze to, bo z odczytu mi wychodzi, że tempo mi siadło, a to raczej nie możliwe, bo na koniec wykrzesałem z siebie naprawdę sporo sił. Zresztą nigdy końcówek nie odpuszczam. Nie istotne. Metę mijam w czasie 1:36:24 (czyli ostatni odcinek biegłem w czasie 5’23”)

META
(statystyki 21,097k/  320 startujących):

Czas brutto: : 1:36:41
Czas netto: 1:36:24 (nowy rekord życiowy, niestety bez atestu)
Miejsce w kategorii OPEN: 53
Miejsce w kategorii wiekowej M40: 7

Po starcie:
– tym razem nie dałem się ponieść emocją, wykonałem z premedytacją założony plan, warto zwrócić uwagę na to, że każde 5 km przebiegłem w tempie 22’46” (tylko trzeci odcinek 3” szybciej)
– trzeba powiedzieć, że warunki były bardzo dobre i sprzyjały bieganiu, temperatura jakieś 20 stopni, wiatr zmienny, ale więcej pomagał niż przeszkadzał, trasa płaska jak stół
– myślę, że z każdym kolejnym biegiem rozsądniej podchodzę do wszystkiego, i przede wszystkim stawiam sobie realne cele w zależności od dyspozycji, samopoczucia i warunków; zakładałem, że zobaczę na co stać mój organizm po 16 km i albo przyspieszę, albo postaram się dowieźć to co wybiegałem i nie stracić więcej; dziś dałem radę tylko i aż tyle;
– najbardziej mnie cieszy to, że nie odczuwam jakichkolwiek dolegliwości mięśniowych, nic mnie nie boli, „kopytka i raciczki”  w jak największym porządku, po biegu doszedłem do siebie w ciągu 5 minut
– a bo bym zapomniał, oczywiście poprawiłem rekord życiowy o 3’16” (czyli biegłem każdy kilometr szybciej o jakieś 9”) – mam nadzieję, że szybko go poprawię J
– no i impreza docelowa jest za niecałe 30 dni, tam musze przebiec trochę więcej

Standardowo, jak będę jakieś zdjęcia wkleję.

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: