Puchar Maratonu Warszawskiego w Międzylesiu – 15 km

25 czerwca 2011

Starty

Dziś czekało mnie trochę inne bieganie, dłuższy dystans bo 15 km. Ostatnio wszystkie starty to 5 i 10 km. Tak naprawdę to nigdy nie biegłem 15 km, w zeszłym roku po zatruciu żołądkowym nie dałem rady zapisać się na ten bieg. Samopoczucie przed biegiem nie jest jakieś rewelacyjne, odczuwam trochę zmęczenie psychiczne (nadmiar pracy), ale i fizycznie chyba ostatnio przesadzam, bo do biegania dołożyłem trochę squosha, basen, i okazuje się, że to jednak męczy. Dodatkowo kiepsko mi się ostatnio sypia, i ta noc nie była najlepsza. Ale co tam… nie ma się co pieścić, trzeba zaliczać kolejne starty i już. I z tym przesłaniem wybrałem się do Międzylesia.

Trasa to 3 okrążenia równo po 5 km po leśnych drogach i ścieżki, odcinkami niestety mocno nieutwardzone i piaszczyste, do tego trochę przeszkód, wystające korzenie, leżące gałązki i dwie „premie górskie” z czego jedna dość solidna. Nie jest to moje ulubione podłoże. Tym razem organizatorzy się postarali i pętla została dokładnie zmierzona, a oznakowanie co kilometr świetnie pomagało. Dodatkowo, pogoda dopisała, temperatura wzrosła do 17 stopi, zapowiadało się na deszcz, ale nie padało, oczywiście wiatru nie zabrakło, ale w lesie nie był tak odczuwalny.

START:

Pierwsza pętla (0 – 5 km) – mimo, że stanąłem niedaleko linii startowej pierwszy kilometr nie był za dobry. Nie mogłem złapać właściwego rytmu, droga okazała się wąska, masa ludzi, którzy biegli jednak znacznie wolniej, a wyprzedzać nie ma jak. Następny kilometr to próba podgonienia, szybsze tempo i niestety okupione stratą sił, ale już do końca pętli zaczęło mi się biec całkiem przyzwoicie, tłok się zmniejszył. Biegło mi się lepiej, ale samopoczucie nie najlepsze. Pierwsze 5 km mijam w czasie 22’30”, czyli całkiem przyzwoicie. Biorę dwa łyki wody.

Druga pętla (5 – 10 km) – trasa biegowa rozpoznana, znacznie luźniej, komfort biegu znacznie lepszy, ale niestety z niewiadomych mi powodów zaczyna mnie boleć coś w brzuchu (coś jakby kolka, ale to nie kolka). Męka i walka trawa od 6 do 9 km, nie ma luzu i komfortu biegania. Dodatkowo na tym odcinku wyprzedzają mnie ze 4-5 osoby, co wpływa negatywnie na psychikę. Na szczęście nie są tacy szybcy, zaciskam zęby i staram się ich przynajmniej nie zgubić (cały czas mam kontakt wzrokowy, dzieli mnie do nich do 30 m, ale dojść ich nie mogę). Wiem, że tempo siadło (kontroluję je z oznaczeń na trasie). Zgubiłem na tym okrążeniu ze 45 sekund, 10 km mijam w czasie 45’42” (okrążenie 5 km w 23’13”, strasznie słabo, ale cieszę się, ze żyję). Kryzys przetrwałem, po 2 łykach wody bardziej optymistycznie ruszam na trzecie okrążenie.

Trzecia pętla (10 – 15 km) – założenie – nie tracić już więcej i trzymać się grupy, która mnie wyprzedziła (przynajmniej mieć ich w zasięgu wzroku), a jak będą możliwości to na ostatnich 2 km przyspieszyć (po takiej piaszczystej górce, na której trochę zdrowia można stracić). Grupa nie ucieka, kontakt wzrokowy jest, za mną już spora przerwa, nikt mnie nie wyprzedzi. Trzymam swoje równe tempo i zgodnie z założeniami ostatnie 2 km lekko przyspieszam (lekko, bo nie mam już za dużo sił). Grupa pękła, wyprzedzam tych co spuchli i zaczynam doganiać (dystans w oczach maleje) resztę. Na bank w końcówce przyspieszyłem. Zresztą było mi wszystko jedno, jak mam paść to przynajmniej po walce. Tą piątkę zrobiłem w 23’04”, może nie rewelacyjnie, ale udało się nie tracić. Mijam metę piekielnie zmęczony.

Dane „silnika” z przebiegu na trasie

META
(statystyki 15k/ coś koło 371 startujących):

Czas brutto:  :  1:08:54
Czas netto: 1:08:46
Miejsce w kategorii OPEN: 64
Miejsce w kategorii wiekowej M40:  7

Po starcie:
– bieganie po lasach na pewno nie jest moją specjalnością, nie czuję się tu pewnie, zdecydowanie wolę twardą nawierzchnię, ale to pewnie jest tak, że „kiepskiej baletnicy …..”
– chyba pierwsza pętla poszła za szybko, przyznam się, że tak sobie założyłem (tyle, że miało być równo, a było szarpane), ale najprawdopodobniej nie był to dobry pomysł (można było odpuścić ze 2-3 sekundy/km), dodatkowo bóle brzucha na ¾ długości drugiej pętli zmasakrowały moje bardziej ambitne plany, bo trzecie okrążenie to tylko utrzymanie stanu przyzwoitości
– no to bieganie to trochę odczułem, przez pierwsze 2h po starcie czułem w nogach, że coś tam pobiegałem, ale teraz jakoś to wszystko odpuszcza, więc nie jest najgorzej
– łapanie doświadczenia, w każdych warunkach – to ważne i będę to robił niezależnie od wyników, a raz będzie lepiej, raz gorzej
– nie biegałem tego dystansu wcześniej więc nie mam odnośnika, czy się poprawiłem czy nie, według tzw. ogólnodostępnych tabel  porównujących i prognozujących czasy z 5 i 10 km mógłbym przybiec i o 2-3 minuty szybciej – przy tej nawierzchni, mojej dyspozycji – nie tym razem
– no i fajne pobiegać z kimś znajomym (niezależnie od jego wyniku) – dzięki, ten co ze mną był wie 😉

Foty i uaktualnienie wyników jak zwykle dorzucę jak sie gdzies pojawią.

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: