IV Bieg Marszałka w Sulejówku (10k)

11 czerwca 2011

Starty

Od kilku dni nastawiam się na szybkie bieganie. Martwiłamnie tylko pogoda, bo jeszcze kilka dni temu było piekielnie parno i duszno, wczoraj już chłodno i deszczowo, a dziś rano lekkie słoneczko, trochę wietrznie, temperatura super (coś koło 18 stopni). Nic mnie nie boli, wszystkie treningi wykonuję solidnie, bez obijania się, ale głównie systematycznie.  Kiedy trzeba ciężko i mocno, robię to, kiedy trzeba spokojnie – robię spokojnie.
Ale do rzeczy. Dziś startowałem pierwszy raz w IV Biegu Marszałka w Sulejówku. Trochę źle się czuję na trasach, których nigdy w życiu na oczy nie widziałem, ale cóż, pewnie nie pierwszy raz mnie to czeka. Oczywiście, przed biegiem zrobiłem wszystko standardowo – to już rutyna – 3 godziny wcześniej posiłek bez eksperymentów, solidna, ale rozsądna rozgrzewka przed startem, właściwe ubranie itd. itp.

Bieg odbywa się na trzech pętlach, a końcówka ma być na stadionie, jedno okrążenie po żużlu.

START:

Start i pierwsze okrążenie – bardzo lekko, dość tłoczno, praktycznie przez pierwsze 2 km nie mogłem złapać dobrego rytmu (następnym razem musze jednak stanąć bliżej) . Najgorsze to, że nie wiedziałem dokładnie w jakim tempie cały czas biegłem, bo wiem, że wskazania z czujnika stopy nie pokazują dokładnie (a różnica 5 sekund na kilometrze to dużo), niestety trasa kompletnien nie była oznakowana (wprawdzie były 3 pętle, ale nie wiedziałem dokładnie ile każda ma). Po pierwszej pętli robi się trochę rzadziej, mijam punkt z piciem, jeszcze nie potrzebuję, cały czas czuję się dobrze. Niestety długa prosta powrotna była pod wiatr (bardziej odsłonięta), nie był on bardzo silny, ale odczuwalny. Przyjąłem taktykę, że będę chował się za kogoś, kto biegnie przede mną.
Drugie okrążenie – mniej ludzi, już biegnie się troszkę ciężej, ale nie jest tragicznie. Cały czas trzymam równe tempo nie odpuszczam. Na koniec pętli pierwszy raz biorę kubek z woda (dwa łyki) , już zrobiło się troszkę gorąco.
Trzecie okrążenie i finisz – bardzo luźno, nikt mnie nie mija, raczej ja kogoś, ale w większości biegnę w stałym towarzystwie. Czuć spadek mocy, ale nie odpuszczam. Podczepiłem się pod dwóch młodych chłopaków, którzy na prostej pod wiatr całkiem nieźle i równo biegną. Na zakręcie czuję, że jestem w stanie jeszcze mocniej pobiec, mijam ich i cisnę swoim tempem. Nie jest już ono znacznie większe.  Największy problem, że nie wiem ile jeszcze do mety, bo wiem, gdzie się kończy okrążenie, ale nie wiem ile trzeba jeszcze przebiec na stadionie. Na szczęście to tylko krótki dobieg 200 m i ¾ okrążenia (słaba nawierzchnia – nierówny żużel). Ale to nie ważne, bo wiem, że będzie „życiówka”, widzę to na zegarku. Cel osiągnięty.

META (statystyki 10k/ 500 startujących):
Czas brutto: 43’19”
Czas netto: 43’10” – poprawiłem rekord z 44’41”
Miejsce w kategorii OPEN: 66
Miejsce w kategorii wiekowej M40: 13

Po starcie:
– szybko doszedłem do siebie, praktycznie nie czułem się wycieńczony
– bardzo szkoda, że nie było dobrego oznakowania trasy, wskazania tempa na pulsometrze jednak trochę oszukują, więc już wiem, że warto tempo korygować po kilometrach na trasie, ale w tym przypadku nie było jak – taktycznie można było to trochę lepiej rozegrać – pewnie dało by się coś jeszcze urwać
– fajnie, jest progres, za tydzień 5k, będę walczył o rekord życiowy

Reklamy

Subskrybuj

Subscribe to our RSS feed and social profiles to receive updates.

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: